O potrzebie obrony polskiej szkoły przed detronizacją rozumu na rzecz emocji – mówi Antoni Buchała – fragmenty wywiadu

Szymon Babuchowski: Jak podoba się Panu szkoła bez obowiązkowych prac domowych?

Antoni Buchała: To był pomysł nie tylko chybiony, ale wręcz szkodliwy. Zresztą ministerstwo po części, jak się wydaje, przyznaje się do błędu. Dla mnie była to, ukryta pod pozorami dobra uczniów, chęć przypodobania się im przez kierownictwo MEN. Założenie, że uczniowie będą odrabiać zadania pod wpływem perswazji, bez żadnych sankcji w razie odmowy – bo zadawać wolno, ale nie wolno oceniać – to skrajna naiwność.

Minister Barbara Nowacka zapowiedziała właśnie reformę szkolnictwa, której pierwszymi „jaskółkami” będą wprowadzane od września przedmioty: edukacja zdrowotna i edukacja obywatelska.

Te „jaskółki” mają być jednocześnie filarami szkoły funkcjonującej w tzw. Europejskim Obszarze Edukacji, do którego Polska, na mocy traktatów unijnych, ma przystąpić od 2027 r. Przedmioty te mają pełnić rolę „pomostu” między edukacją w obecnym kształcie i tym, który ma obowiązywać już wkrótce. Mówiąc w uproszczeniu: priorytetami w EOE będzie walka z wykluczeniem mniejszości, różnorodność i gender, transformacja klimatyczna, cyfryzacja oraz mobilność uczniów i pracowników. W świetle tego projektu Unia ma się stać jednolitą organizacją polityczną o wspólnych wartościach, z których najważniejsza jest wspólna tożsamość europejska. Normy edukacyjne sprawią, że polska oświata stanie się częścią odgórnie sterowanego, zunifikowanego szkolnictwa w ramach UE, a edukacja przekształci się w systemową indoktrynację dzieci i młodzieży. Ten indoktrynacyjny wymiar szczególnie jaskrawo jest widoczny w podstawach programowych edukacji zdrowotnej. I nie chodzi wyłącznie o permisywną edukację seksualną, której pierwotne, bulwersujące zapisy zostały istotnie złagodzone po serii protestów społecznych koordynowanych przez Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, ale większość haseł programowych nosi znamiona indoktrynacji ideologicznej.

Mogę prosić o przykład?

W kilku miejscach podstawy programowe mówią o dobrostanie psychicznym i emocjonalnym, do którego należy dążyć dla siebie, stosując m. in. „techniki uważności”, i zadbać o niego dla innych, udzielając „pierwszej pomocy emocjonalnej”. Jeszcze do niedawna dobrostan odnosił się do zasad hodowli zwierząt i miał na celu poprawę ich komfortu życia i zapewnienie humanitarnego traktowania. Zastosowanie tego terminu do ludzi może niepokoić, bo jest przejawem absolutyzacji dobrego, by nie powiedzieć błogiego nastroju – pozbawionego stresu i myślenia o bieżących problemach stanu komfortu, który osiąga się „uważnością” (angielskie mindfulness), czyli technikami medytacyjnymi i relaksacyjnymi, kontemplując drobne czynności „tu i teraz”. Jest zrozumiałe, że dążenie do takiego stanu w oczywisty sposób wchodzi w kolizję zarówno z domowym wychowaniem, jak i elementarnymi wymogami szkolnego rygoru, takimi jak dyscyplina, punktualność, konieczność koncentracji, a szczególnie stres przed klasówką. Szkoła, normalnie funkcjonująca rodzina, a także praca zawodowa i wypełnianie każdego obowiązku po prostu narusza dobrostan, obiecując jednak w zamian nieskończenie więcej dóbr wyższego rzędu.

Czy brak stresu to jedyny powód Pana niepokoju?

Drugi powód wynika z faktu, że pielęgnowanie dobrostanu psychicznego i emocjonalnego może kolidować z ludzką naturą, która, w odróżnieniu od zwierząt, ma charakter rozumny i wymiar etyczny. Człowieka konstytuują dylematy moralne, rozterki i wyrzuty sumienia. Człowieczeństwo realizuje się w napięciu miedzy dobrem i złem, prawdą i fałszem, rozumem i wolą, pamięcią o przeszłości i planowaniem przyszłości. Przecież największe wytwory sztuki europejskiej wymagają wiedzy i wysiłku intelektualnego, zanim pozwolą dotrzeć do pełni zawartego w nich piękna. Bo kultura europejska to nie kultura uważności, tylko uwagi – stawia człowieka do pionu, pragnie go utrzymać w czujności i nakłania do ruchu w wymiarze zarówno fizycznym, jak i intelektualnym. Pierwsze zdanie najsłynniejszego polskiego wiersza, „Przesłania Pana Cogito” Zbigniewa Herberta, brzmi: „Idź dokąd poszli tamci”, a ostatnie: „Bądź wierny Idź”. Można odnieść wrażenie, że edukacja zdrowotna w wielu punktach nakłania do zanegowania i zaprzepaszczenia dorobku, który poprzednie pokolenia Europejczyków przekazały współczesnym jako bezcenne dziedzictwo.

W jakim kierunku zmierza tak „sformatowana” szkoła?

Kierunki przemian rysowane przed polską szkołą są czytelne: ograniczenie w treściach nauczania języka polskiego, historii i religii oraz zastąpienie wychowania do życia w rodzinie edukacją zdrowotną można metaforycznie ująć jako próbę przedefiniowania człowieka na istotę, którą opisuje już nie rozum i serce, tylko napięcie między, symbolicznie rozumianymi, niższymi partiami ciała. Widoczna jest też detronizacja rozumu przy jednoczesnej nobilitacji emocji: zamiast mocnego „pancerza”, na który składały się wiedza, wiara i cnota, oferuje się dzieciom i młodzieży cieniutką błonę empatii, czułości i psychicznego dobrostanu. Ta powłoka, przepuszczalna w obie strony, przed niczym już nie chroni: ani nie stanowi zapory od zewnątrz, bo wiemy, jak łatwo zranić byle miną czy gestem, ani tym bardziej nie stanowi przeszkody przed nagłymi wybuchami niepohamowanych emocji. Zresztą cała kultura od dawna eksponuje ekspresję jako najwłaściwszą manifestację wszystkiego: twórczości artystycznej, poglądów, nawet percepcji wiedzy. Zamiast pancerza wielorakich tożsamości widzimy „tożsamościowe” fryzury, tatuaże i kolczyki. To rozpaczliwe starania, aby ową emocjonalną „błonę” uczynić wyrazistą lub w ogóle widoczną.

Czy ten kierunek da się jeszcze odwrócić?

Na ostatnim posiedzeniu prezydenckiej Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania prof. Jan Żaryn wyraził pogląd, że potrzebna jest ofensywa w postaci Polskiego Obszaru Edukacyjnego. Mamy w kraju wiele środowisk rodziców, nauczycieli i wychowawców, którzy wiedzą, na czym miałby on polegać. Na razie wiemy, w jakim kierunku reforma na pewno zmierzać nie powinna – a znajomość przewidywanych negatywnych skutków i przeciwdziałanie im to już duża część programu pozytywnego.

Antoni Buchała

Profesor oświaty, polonista i wicedyrektor w LO Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, członek Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania przy Prezydencie RP.