„Nie będę siedział cicho…”

Teresa Bugajska

Takich słów użył w swoim oświadczeniu Marcin Józefaciuk, nauczyciel, poseł na sejm. W dalszej części wypowiedzi bardzo logicznie uzasadnił swoje stanowisko. Muszę od razu przyznać, że trudno nie przyznać mu racji. Oto jego argumenty (udostępnione w Interii 07.11.2025 r.)

Za kilka miesięcy będziemy wprowadzać wielką reformę edukacji.Niestety, do tej pory:

  • nie przeprowadzono chociażby w kilku szkołach stosownego pilotażu związanego z planowaną reformą;
  • nie uwzględniono potrzeb dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi;
  • nie dokonano żadnych analiz dotyczących sensu łączenia wszystkich przedmiotów ścisłych w przyrodę do szóstej klasy szkoły podstawowej;
  • nie wiadomo, jak będą wyglądały egzaminy ósmoklasisty i maturalne;
  • nie ma jeszcze podstaw programowych, więc i podręczniki będą pisane w pośpiechu (więc na pewno nie będą doskonałe);
  • nie widzimy całości systemu.

Po przeczytaniu tego tekstu nasunęło mi się tylko jedno pytanie: co w takim razie wiemy? I tylko jedna odpowiedź: nic nie wiemy. O, przepraszam, wiemy, że w oświacie jedyna stała rzecz to ciągłe zmiany.

Przy okazji tych nie do końca przemyślanych zmian nie dodajemy (na wszelki wypadek), jakie koszty pociągają za sobą owe zmiany, często wprowadzane całkowicie bezpodstawnie. A dla nikogo nie jest tajemnicą, że finanse na oświatę nigdy nie znajdowały się na początku listy wydatków funduszu państwa. Chociaż głośno mówimy, że „Nauka to potęgi klucz”. Niestety, za słowami nie podążają czyny.

Dlatego ja, dawno emerytowana nauczycielka, również postanowiłam: „Nie będę siedzieć cicho”. Nigdy nie przestałam śledzić tego, co dzieje się w oświacie. Doskonale pamiętam lata, kiedy zmieniono system w szkolnictwie, pojawiły się sześcioklasowe szkoły podstawowe oraz trzyklasowe gimnazja i licea. Sama uczestniczyłam w tym procesie, będąc członkiem Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów i grupy nauczycieli – autorów tworzących nowe programy nauczania języka polskiego. Początki były dla wszystkich trudne: nowy system nauczania, nowe programy, nowe podręczniki. Czas mijał, a kiedy wszystko „weszło na swoje tory”, przyszła nowa pani minister i, z niezrozumiałych dla mnie względów, wywróciła wszystko do góry nogami. I zaczął się kolejny chaos, który pociągnął za sobą konieczność poniesienia następnych kosztów, bo przecież należało stworzyć nowe programy, napisać nowe podręczniki (ku radości wydawców), pokryć koszty zmian w placówkach oświatowych. I myli się ten, kto miał nadzieję, że to była ostatnia zmiana.

Dzisiaj stoimy przed faktem wprowadzenia (nie wiem z kolei której) następnej reformy nauczania. Coraz bardziej uświadamiamy sobie fakt, że tak naprawdę nic nie jest do końca sprawdzone, ani przygotowane. W efekcie nie zdążymy do końca wprowadzić teraz planowanej reformy, jak zaczniemy planować następną, według niektórych znawców bardziej rewelacyjną i konieczną (tylko nie bardzo wiem dla kogo) zmianę.

Tymczasem z roku na rok ubywa nauczycieli. Pomimo wytykanych nauczycielom przywilejów takich jak: krótszy tydzień pracy, ferie, wakacje, chętnych do wykonywania tego zawodu brak. Nie dziwię się. O nauczycielach dobrze pisze się tylko w okolicach Dnia Nauczyciela. Proponuję, żeby z okazji Dnia Nauczyciela chociaż raz w roku pomyśleć o zwykłym, prawdziwym dniu nauczyciela, dla którego dzień pracy nie kończy się w momencie zamknięcia za sobą drzwi szkoły.

Zadziwia mnie również postawa Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pani Barbara Nowacka, szefowa urzędu, publicznie powiedziała (cytuję za Onetem):

„Niedopuszczalna jest sytuacja, w której uczniowie spędzają na pracach domowych kilka godzin dziennie”.

Nazwała tę sytuację koszmarną. A przy innej okazji stwierdziła:

„Wykluczam to, że wrócimy do sytuacji, gdzie dzieci nie uczyłyby się w szkole tylko w domu”.

Strach pomyśleć, co się dzieje z pokoleniami Polaków, którzy zmuszeni byli do edukacji „… w koszmarnych sytuacjach”. Nic dziwnego, że emerytowana nauczycielka oświadczyła: „Status społeczny zawodu nauczyciela jest tak niski, że zaczęłam się wstydzić”.

Ja nie mam zamiaru się wstydzić. Wykonywałam swoją pracę uczciwie. Mam na to dowody w domowym archiwum. Rzetelnie uczyłam, pracowałam z uczniami nie tylko na lekcji (organizowałam wycieczki, wyjścia do kina i wyjazdy do znanych teatrów itp.), nie przyglądałam się bezmyślnie twarzom moich uczniów.

Bardzo mnie uraziły przytoczone wypowiedzi. Obrażają one wiele pokoleń nauczycieli. Na pewno prezentując takie stanowisko, nigdy nie przeprowadzimy sensownych reform, nie zachęcimy młodych, zdolnych i mądrych ludzi do uprawiania tego pięknego zawodu. Niestety, przez dziesiątki lat niedocenianego.