Teresa Bugajska, polonistka
Nie przypuszczałam, przenosząc na papier osobiste „Refleksje (dawno) emerytowanej nauczycielki”, że nastąpi ciąg dalszy, a później… jeszcze jeden ciąg dalszy. Już w pierwszej części szczerze przyznałam się do ciągłego zainteresowania problemami szeroko pojętej edukacji (pomimo przejścia na emeryturę).
Zwycięstwo Koalicji 15 października rozbudziło oczekiwania i nadzieje społeczeństwa. Dzisiaj dominuje wielkie rozczarowanie. Zapowiadane zmiany w oświacie nie satysfakcjonują chyba nikogo: ani tych, który uczą, ani tych, którzy są uczeni. Dlaczego?
Według mnie problem polega na tym, że w procesie zmian Ministerstwo Edukacji Narodowej zbyt często sięga po opinie różnych ekspertów, zajmujących się przede wszystkim teorią, ale którym obca jest praktyka i szara szkolna rzeczywistość. Stąd rodzi się moje pytanie: dlaczego propozycji wprowadzanych zmian nie oceniają doświadczeni i sprawdzeni w zawodzie (np. wychowawcy olimpijczyków przedmiotowych) nauczyciele?
Śledząc efekty współpracy MEN-u z ekspertami, znalazłam materiał autorstwa dr. Jędrzeja Witkowskiego, którego przedstawiono: „…ekspert edukacyjny, z wykształcenia doktor socjologii i politolog. Zajmuje się m.in. strategiami wprowadzania oddolnych zmian w szkołach oraz edukacją obywatelską i edukacją o polityce.”
Dr J. Witkowski zaprezentował program zatytułowany „Co powinno się zmienić w systemie edukacji, by można było systematycznie rozwijać kompetencje przyszłości?”. Mnie zainteresował następujący fragment:
„Kompetencje proinnowacyjne (kompetencje przyszłości) rozwijane w programie: Szkoła dla innowatora”
- Samodzielność myślenia
- Rozwiązywanie problemów
- Współpraca
- Zarządzanie sobą
- Liderstwo.
Wymienione kompetencje mają ułatwić przyszłym absolwentom funkcjonowanie w świecie oraz podmiotowość dającą pewność w działaniu.
Nie bardzo wiedziałam, jak się odnieść do proponowanych „kompetencji przyszłości”. Przecież podczas trwania mojej „kariery nauczycielskiej” zawsze uczyłam samodzielnego i logicznego myślenia, umiejętności rozwiązywania problemów i współpracy. Nikomu jednak nie przyszło do głowy nazywać rzeczy oczywiste „kompetencjami przyszłości”.
Na marginesie pragnę jeszcze zaznaczyć, że z owych „kompetencji proinnowacyjnych” nie do końca rozumiem słowo „liderstwo” (chociaż się domyślam), ale wyjaśnienia tego słowa nie znalazłam w żadnym dostępnym mi słowniku ani encyklopedii.
Im bliżej do dnia rozpoczęcia nowego roku szkolnego 2025/2026, tym bardziej rośnie temperatura nastrojów najbardziej zainteresowanych. Najwięcej komentarzy dotyczy pierwszej zapowiedzianej zmiany, czyli lekcji religii i etyki, ponieważ ograniczono religię tylko do jednej godziny tygodniowo (a było dwie), co władze Kościoła uznały za „niezgodne z umowami państwo – Kościół”.
Jako ciekawostkę podam, że według danych spisu powszechnego z 2021 r. w Polsce działa 15 głównych kościołów i związków wyznaniowych oraz 155 wspólnot, których członkami są obywatele naszego kraju. Proszę sobie dopowiedzieć, co by się działo, gdyby oni również wystąpili o respektowanie swoich obywatelskich praw.
Absurd goni absurd. Doniesienia medialne również nie napawają optymizmem. W Polsce brakuje ponad 20 000 nauczycieli, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Władze oświatowe godzą się z faktem i ogłaszają, że „w przedszkolach mogą pracować osoby, które nie są nauczycielami, ale mają kompetencje do prowadzenia zajęć z dziećmi”. Nasuwa się pytanie: czyli kto, z jakimi kompetencjami, przez kogo poświadczonymi? Zgodnie z definicją „Słownika języka polskiego” człowiek kompetentny ma wystarczającą wiedzę, umiejętności i uprawnienia, aby dobrze robić to, za co jest odpowiedzialny. Stanowisko MEN-u, dopuszczające do pracy pedagogicznej nie wiadomo kogo, to dowód absolutnej bezradności.
Nie mniej bulwersującą postawę przyjęła pani Barbara Nowacka, szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej. Odpowiadając na zarzuty dotyczące propozycji nowych list lektur, powiedziała: „Co zmienia się w kanonie lektur? Nic. Propozycje ekspertów, nawet te najbardziej emocjonujące, pozostają propozycjami ekspertów, a nie działaniem MEN”. No cóż, już wszystko wiadomo. To nie ja winien, ale kolega. Tylko dlaczego nie poproszono do współpracy tych prawdziwych ekspertów, czyli nauczycieli? To pozostanie dla mnie zagadką.
Podsumowując osobiste rozważania na temat sytuacji polskiej edukacji, pozwalam sobie stwierdzić: trudny i potrzebny zawód nauczyciela finansowo nie jest atrakcyjny dla młodych ludzi, oświata odczuwa nieustanny brak nakładów finansowych (bez tego nigdy nie zreformujemy prawdziwie polskiej oświaty), ewentualne zmiany merytoryczne w procesie nauczania pozostawmy w rękach najlepszych ekspertów, czyli mądrych nauczycieli.
Obraz szkół z ostatnich dwóch lat
W szkołach pracują emeryci ubłagani przez dyrektorów szkół. Tylko 5% nauczycieli ma mniej niż 30 lat, a zaledwie 4,3% widzi się w tym zawodzie. Bez realnego wsparcia dla nauczycieli nie będzie dobrej szkoły. Dwa lata temu ZNP protestował z Nowacką, a dzisiaj przeciwko Niej. Takich informacji jest dużo więcej.
Szanowna Władzo,
proszę nie udawać, że nie jesteś poinformowana. Mnie, nauczycielkę z 30-letnim stażem pracy, interesuje, dlaczego problem szkoły od 30 lat nie stanowi jednego z głównych problemów do rozwiązania.
Marginalizując potrzeby oświaty, już dzisiaj przyczyniamy się do upadku naszego państwa, naszej Ojczyzny.
Ja nie przestaję wierzyć, że „Przyszłość Polski leży w rękach nauczycieli”.